niedziela, 19 lutego 2017

Coś z niczego

"Jeśli sądzisz, że rozumiesz mechanikę kwantową, to nie rozumiesz mechaniki kwantowej." (R. Feynman)
Mówiąc nie do końca poważnie, mam dla nas, analityczek i analityków, dwie wiadomości. Obie złe.
Te hiobowe wieści odebrałem w podróży, oglądając kolejny film na YT z serii „tajemnice kwantowej rzeczywistości”, co ostatnio czynię nader często zabijając nudę lub walcząc ze śpikiem w czasie mych kolejowych wojaży.


Zła Wiadomość #1.

Fundamentalne naukowe założenia naszej profesji legły w gruzach.

Jeśli wierzyć najnowszym osiągnięciom nauk z obszaru kosmologii i fizyki kwantowej ( i nie tylko) trzeba przyjąć, że NIE obowiązuje już zasada zachowania energii, bo energia podobno bierze się z próżni, czyli znikąd (z czym da się jeszcze jakoś żyć). W konsekwencji należy również oswoić się z myślą, iż nie obowiązuje zasada ciągłości bytu Heraklita, według której to byt nie ginie i nie powstaje, jedynie się zmienia (wariabilizm , dialektyka, panta rhei itp. klimaty),

Heraklit, obraz Johannesa Moreelse 
co w praktyce oznacza, że także nie należy doszukiwać się związków przyczynowo skutkowych, boć zawsze "coś" może powstać (stać się) z niczego, czyli bez powodu (nareszcie można nalewać z pustego - choć jeden pozytyw).
Jeśli nie ma sensu trwać w przekonaniu, że każdy skutek musi mieć przyczynę (prościej mówiąc - że bywa dym bez ognia), zatem nie ma już pojęcia zmiany, ergo nie ma czym zarządzać, przeciwko czemu, jako analityk, całem swem jestestwem protestuję!

Pierwsze symptomy nadchodzącej rewolucji zauważyłem jeszcze w czasach mojej bardzo wczesnej młodości. Dawno temu, w zamierzchłej epoce PRL-u był taki mędrzec, Adam Słodowy, który wielokrotnie empirycznie udowadniał prawdziwość tezy o powstawaniu bytu z niczego - wydał nawet dziełko pt. ”Zrób to sam, coś z niczego” - ale wtedy, gdy miałem lat 8 czy 10, nie traktowałem zjawiska zbyt poważnie (zresztą wtedy chciałem być strażakiem albo Jankiem z 4. pancernych). W tamtych czasach, bez opanowania trudnej sztuki kreacji z niczego w zasadzie nie można było przetrwać. Nie zdawałem sobie sprawy z doniosłości prac A.Słodowego i ich konsekwencji dla nauki.

Dlaczego powyższe jest tak istotne dla przyszłości naszej analitycznej praxis?

Do tej pory żyłem i pracowałem w przeświadczeniu, że każdy efekt ma swoją genezę, że do celu wiedzie jakaś droga. Gdy biznes (nasz, analityków, chlebodawca – oby żył wiecznie) miał problem, szukał jego przyczyn przy wydatnej pomocy analityka biznesowo-systemowego. Kiedy okazywało się, że rozwiązanie problemu leży w obszarze technologii informatycznych (oby tak było zawsze), biznes zarządzał, tym razem przy wydatnej pomocy analityka systemowo-biznesowego, transformację ( oby systemu IT), co zazwyczaj powodowało uruchomienie nowego projektu (głównie ku uciesze programistów, ale niech mają, nie zazdraszczam). Przyczyna rodziła skutek. Problem rodził rozwiązanie. Zachodziła zmiana, którą ktoś (no kto?) ogarniał. Interes się kręcił. Wszyscy byli happy.

Komu to przeszkadzało?

Jeśli odkrycia cwaniaczków od kwantów okażą się prawdziwe, a sporo na to wskazuje, cały ten porządek rzeczy runie. W warunkach nowego paradygmatu byt już nie jest uwięziony w odwiecznej pętli przemian i może powstawać z niczego, ot tak sobie, bez wyraźnego powodu i - o zgrozo! - bez wydatnej pomocy analityków.
Uruchamianie projektów IT wcale nie będzie musiało pozostawać w jakimkolwiek związku przyczynowo skutkowy z czymkolwiek, w szczególności z tym, co dziej się w biznesie (analiza biznesowa, adieu!). Od teraz byt informatyczny, jak każdy inny byt, jest zjawiskiem kwantowym. Po kwantowym dewelopmencie (jeszcze dokładnie nie wiadomo,  jak to ma się dziać, ale dobrze poinformowani twierdzą, że na pewno w agile-u), w fazie demo pozostaje on w stanie superpozycji, czyli w każdym możliwym stanie, i - o jeszcze większa zgrozo! - będzie to jak najbardziej zgodne z naturalnym niedeterministycznym porządkiem rzeczy. Dalej wystarczy tylko nań spojrzeć - czyli załamać jego równanie falowe - by ocenić (UATy, adieu!) na ile „kwantowy infobyt” jest do czegoś przydatny.  i jeśli do niczego, należy powtórzyć operację kreacji bytu. Tak mniej więcej będzie wyglądał „kwantowy” projekt IT. Czym tu zarządzać? PM-owie, wy też macie przes…e.
Rozumując konsekwentnie dalej, od teraz dowolny, nawet o przypadkowo wytworzonej funkcjonalności system IT (analiza systemowa też adieu!) rozwiązuje jakiś biznesowy problem. Wystarczy dostatecznie długo szukać – zawsze jakiś znajdziemy (przypomina mi się kultowa modlitwa właścicieli koncernów farmaceutycznych : „Panie, ześlij nam jakąś chorobę, bo lekarstwo już mamy.”).
Takie „kwantowe” zjawiska od pewnego czasu można zaobserwować na rynku apek do smartfonów. Dla każdej, nawet najdurniejszej apki – a powstają ich codziennie tysiące – można znaleźć jakieś zastosowanie i prędzej czy później znajdzie ona choć jednego użytkownika ( patrz cytowany już serial „Dolina Krzemowa”). Można też spotkać pierwsze „udane” próby implementacji nowo odkrytego prawa Mateczki Natury w obszarze zaawansowanych „kwantowych” projektów IT. Mam nieoparte wrażenie, że całkiem niedawno w takim projekcie uczestniczyłem, choć pewności nie mam – pod koniec sam byłem w stanie superpozycji.

Słowem, droga analityczna braci, pora się pakować. Nic tu po nas. Nikt nie woła. Nic panta rhei, wszystko jest dziełem kwantowego przypadku. Systemy, jak koty Schrodingera, mogą być martwe i żywe jednocześnie. Addio zarządzanie zmianą, analizo luk i wpływu! Addio utracone! IT będzie rozwijać się bez nas, czy nam to się podoba, czy nie. Podziękujmy mechanikom kwantowym.
Musieliście majstrować przy prawach Natury (bronią się twierdząc, że to tylko w skali micro, ale kto ich tam wie - dzisiaj w mikro, jutro w makro)?
Nawet jeśli, nie mogliście zachować swych odkryć dla siebie (podobno chcieli, ale ktoś w stanie wskazującym wypaplał)?

A tak dobrze szło!

Rodzą się uzasadnione pytania. Komu to służy? Kto za tym stoi? Mam pewne podejrzenia.

Jest jednak nadzieja. Proponuję powołać do życia nową profesję: analityk wsteczny, czyli syntetyk biznesowo-systemowy (bo analiza do tyłu to synteza). Zadaniem takiego specjalisty będzie poszukiwanie ( lub wymyślanie) problemów, które da się rozwiązywać przy pomocy uprzednio wytworzonego rozwiązania, lub inaczej, dostarczanie biznesowi uzasadnień dla wdrożeń systemów IT powstałych lub nabytych w wyniku zjawisk kwantowych (czyli bez sensu).

Już zgadałem paru chłopaków i dziewczynę. Mamy pomysł na cykl szkoleń. Za pół roku ruszamy z certyfikacją. Zapraszamy chętnych. Zapisy na blogu. Dla pierwszych dziesięciu przewidujemy rabaty. Negocjuję z wydawcą nowe, poprawione wydanie fundamentów analizy i syntezy. Wkrótce w sprzedaży.

Aha! Zapomniałbym.  Zła (?) Wiadomość #2.

Skoro, zgodnie z odkrytymi niedawno prawami nowej rzeczywistości kwantowej, już nie istnieją jakiekolwiek związki przyczynowo skutkowe łączące aktywność biznesu z funkcjonalnością rozwiązań IT, to te ostatnie nie muszą już odpowiadać na zmieniające się wymagania biznesowe, bo nie muszą odpowiadać na żadne wymagania, tym bardziej zmieniające się. A to oznacza, że podejście adaptacyjno –iteracyjne nie ma w tych warunkach sensu, czyli nie trzeba już być zwinnym. Co za ulga!

Wasz,
M.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz