czwartek, 1 grudnia 2016

All that jazz

Ze względu na specyfikę formy mojego zatrudniania (freelance), zdarza mi się, że bywam „słodko bezrobotny” (w kręgach etatowców zwą taki okres urlopem).  Wtedy, korzystając z okazji,  odrabiam zaległości „poznawcze”. Jak ów baca z przypowieści o Kartezjuszu (patrz post "Siedzę, więc jestem") siedzę i myślę , bo właśnie mam czas.

By jakoś ukierunkować swe rozmyślania, zaczynam od porządkowania poczty i przeczesywania „internetów”. Nieustająco podziwiam zdolności Wujka G, który nigdy  nie zapomina, że jestem analitykiem i zajmuję się architekturą, gdyż bombardowany jestem - a są to naloty dywanowe - mailami z linkami do blogów, webinarów, prezentacji, podcastów  i innych „produktów edukacyjnych” z branży. Czasami jest to irytujące, ale summa summarum oszczędza czas.
Pamiętam „wspaniałe lata” ery pre internetowej, czasy CoCom i miesięcznika „Bajtek”, gdy z wypiekami na twarzy kupowaliśmy na tzw. komputerowych giełdach  papierowe blade czarno białe ksera zagranicznych książek. Chodzić wtedy z takim ksero pod pachą, to tak, jakby dzisiaj – nie przymierzając - machać ajfonem. Można było nawet wyrwać koleżankę z pracy na ksero podręcznika Petera Nortona. To były czasy!

 A dzisiaj? Dzisiaj jesteśmy molestowani przez publikacje wszelakie. Brać, wybierać i korzystać. Za darmo. Oby tylko chciało się chcieć!  I co? I nic. „Młodzież” sama z siebie nie garnie się do lektury. Może,  gdy „z łapanki” zagonisz na szkolenie, łaskawie pozwoli sobie coś wytłumaczyć. Zanika nawyk ustawicznego samokształcenia, a wszystko jest takie „agile”, że trudno nadążyć. I stąd syndrom „biegania z pustą taczką”. Biegać nauczyli się , ale z lekcji ładowania taczek zerwali się na  wagary. I tak już zostało.
Ale „do brzegu”. Z potoków informacji wyłowiłem pewne buzzwordy, co do których bardziej instynkt niźli rozum analityka podpowiada mi, że mogą coś wnieść do mej praxis. I tak:
  • nadal w modzie jest „agile”, choć coraz częściej  pada pytanie, o „agile” czego właściwie chodzi;
  •  „architektura” nadal jest na fali , ale pojawia się już termin „urbanistyka” systemów IT - czy jest na sali jakiś urbanista?
  • procesy trzymają się mocno, a nawet mocniej. Moją uwagę przykuł termin „process intelligence”. Czy to przed, po,  czy zamiast BI?
  • big data ciągle  „w czubie”, ale z akcentem na analizę powiązań pomiędzy danymi. Coraz więcej nowo-starej technologii graph database (pamiętam jeszcze ze szkoły, że wtedy nazywało się to „sieciowe bazy danych”), i uwaga, zupełnie nowy buzzword -  "Data Science" - czyli parę starych dobrych technik upakowanych w nowe "sreberko".
  • o sztucznej inteligencji nawet nie wspominam , gdyż jest to wszechobecny buzzword, ale ciągle zastanawiam się, do czego to można praktycznie wykorzystać.

Ale jak to się ma do mej ukochanej analizy?
Zajmę się tym trochę później, gdyż skończył się czas. Trzeba tylko-posiedzieć.

Wasz M.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz